Opowieść Zephyrusa, Wiosennego Wiatru

Treść

Dawno, dawno temu inspiracje można było znaleźć nad morzem. Objawiała się w formie muzyki niesionej przez oceanidy, dodatkowo pobudzana przez nasz wspaniały wygląd, dziwaczne ubrania czy błyszczącą biżuterię. Pojedyncze spotkanie z jednym z nas mogło zaoferować bardowi kreatywność na cały rok.

Ale to jest odległa przeszłość. Dziś, choć każda nimfa może być wspaniała, nawet oceanidy oddały swoje miejsce innej: Kyrah, bogini muzyki i podstępu, stała się jedyną muzą, która naprawdę inspiruje artystów na całym kontynencie. Wielu, nawet wśród rdzennych ras, modli się do niej z głębokimi emocjami, od miłości i podziwu po ambicję i chciwość.

Przeżyłem obie te epoki i szczerze mówiąc nigdy nie przyzwyczaiłem się do tej zmiany jaką przybycie Piątki wprowadziło na Thylei: mniej śmiertelników i rdzennych ras przybywających do brzegów, by odnaleźć siebie i swoją indywidualność, mniej interesujących wraków i mniej zaginionych statków, po prostu wszystkiego mniej. Ale cóż, trzeba przyznać, że nigdy nie było zbyt mało. Zawsze miałem kogoś do rozmowy, zabawy, inspiracji, a nawet jeśli nie, to miałem, swoją muzykę. Piątka nigdy nie była dla mnie złoczyńcami, kochałem śmiertelników których chronili.

Jak wielu z nas stałem się ciekawy świata. Siadałem na plaży i wpatrywałem się w ląd, zastanawiając się, jacy naprawdę byli ci bogowie. Z plaży obserwowałem, jak osada Mytros rozrasta się w rozległe miasto, jak łodzie przemierzają Zatokę Cerulańską, a także jedną piękną kobietę pędzącą między tym wszystkim. Usłyszałem jej głos śpiewający ponad statkami i od razu zakochałem się.

I tak, pewnego dnia, postanowiłem zaryzykować opuszczenie brzegu, choćby na chwilę. Przybrałem postać przystojnego mężczyzny i przemierzałem ulice Mytros, szukając jej. Moje marzenie się spełniło, a Muza podążyła za mną z powrotem do morza, gdzie byłem bezpieczny. Rozmawialiśmy przez jeden dzień i jedną noc. Była perfekcyjna w każdym calu. Przywiązałem się do niej.

Od tego dnia modliłem się do Kyrah. Historie, poezja, muzyka które wypełniały moje sny w dzień i w nocy, były najpiękniejsze, jakie kiedykolwiek słyszałem. Bardziej przemyślane niż jakakolwiek opowieść nimf, bardziej kojące dla uszu niż jakikolwiek flet satyra. Bogini Muzyki była godna swego imienia. Następne sto pięćdziesiąt lat poświęciłem na budowanie rosnącej relacji z nią, mając nadzieję wypełnić resztę mojego niekończącego się życia jej sztuką.

A ona odwzajemniała moje uczucia. Nasza miłość rozkwitła i razem podróżowaliśmy po wybrzeżach kontynentu, dzieląc się jedzeniem i łóżkiem. Robiliśmy sobie nawzajem psikusy, śmialiśmy się ze swoich żartów. Czasami nawet zapuszczaliśmy się w głąb Thylei. Testowałem swoje granice, by towarzyszyć Kyrah jak najdłużej, ryzykowałem przy tym nawet swoje życie. Kyrah wierzyła we mnie. Dla mnie każda z tych wycieczek była jak najgłębszym zanurzeniem się w mojej partnerce. Podczas jednej z tych wypraw zapoznała mnie z Wiatrami.

Uwielbiałem je, tak jak każdy werset i linijkę pochodzącą Kyrah: ich idee, wartości i misję. Moje zdolności oceanida pozwoliły mi również łatwo podróżować jako Wiosenny Wiatr, docierając do wysp na zachodzie z naszym przesłaniem pokoju.

Moja misja jednak nie powiodła się. Odwiedziłem tylko dwa miejsca: w dużej mierze niezamieszkane Wyspę Złotego Serca i Wyspę Indygo z plemionami barbarzyńców. Na pierwszej z nich spotkałem jedną driadę, która nie była przeciwna ideałom pokoju, ale jej obowiązek wobec wyspy wymagał, by zawsze była gotowa do walki. Zbyt długo próbowałem z nią współpracować, wiedząc, jak nimfy mogą być powolne w akceptowaniu zmian, mój czas został zmarnowany. W drugim przypadku poniosłem jeszcze większą porażkę, ponieważ przemoc była zakorzeniona w życiu wyspiarzy: ich najazdy wokół zatoki Cerulańskiej wzbogacały ich wyspę, a wojnę, zwłaszcza nadchodzącą, uważali za zbyt chwalebną, by ją porzucić. Lata spędziłem na poznawaniu różnych plemion, ale żaden z przywódców nie posłuchał moich rad.

Byłem zniechęcony, ale zadowolony: zrobiłem co mogłem, byłem wierny swojej przysiędze i miłości, chciałem wrócić i ponownie spotkać swoją boginię. Przez ostatnie kilka lat, samotnie podróżując, nieustannie oddychałem natchnieniem Muzy, teraz tak istotnym dla mojej istoty jak powietrze czy woda. Tęskniłem za jej prawdziwym głosem.

Ale Kyrah była inna, przynajmniej wobec mnie. W miesiącach poprzedzających mój powrót na kontynent i zjednoczenie Wiatrów, jej objawienia powoli przestawały przychodzić, bez względu na to, jak bardzo się modliłem. Gdy znów ją zobaczyłem, jej ciepło nie było już takie samo, a gdy Wiatry się rozpadły, a moc przysięgi umarła, ona również odeszła. Próbowałem z nią rozmawiać, podążać za nią dalej od morza, ale ona nie chciała mnie słuchać. A kiedy pobiegła, nie mogłem jej dogonić, a gdy moje ciało zaczęło rozbijać się o coraz bardziej suchy ląd, wiedziałem, że nie mogę iść dalej. Odwróciłem się i wróciłem na brzeg. Od tego dnia żyje pozbawiony jakiejkolwiek inspiracji.

Moje dawne życie było utracone. Gdy przebyłem ostatnią linię drzew Starego Lasu, a na mej drodze pojawiły się migoczące fale, me serce zapadło się, nie przyszła ulga, tylko smutek. Pomimo mojego długiego życia do tego momentu, jedyną rzeczą, którą mogłem ujrzeć na tym brzegu, były wspomnienia z Boginią Podstępu. Zawodziłem i płakałem, a gdy posmakowałem soli na swoich łzach i otworzyłem oczy, zobaczyłem pianę: czubki palców, czubek mojej głowy, rozpuszczały się razem z łzami.

Tam i wtedy podjąłem decyzję. Nie mogłem się poddać i żyć ze swoim smutkiem, inaczej już by by mnie nie było; ale jeśli podążę za Kyrah, nawet jeśli po drodze zgubię samego siebie, będzie istniała szansa. Szansa na odzyskanie jej, a kto wie? Kiedy w końcu wrócimy nad morze, Zephyrus może powrócić. Cały Ja, w objęciach Kyrah.