Wizja dotycząca skażonych smoczych jaj i paktu Mojr z Sydonem

Treść

Pokład Ultrosa, rozgwieżdżone niebo, delikatny szum fal. Versi stoi oparta o maszt, jej oczy, zwykle pełne iskier, teraz są zamglone smutkiem i powagą.

(Głosem pełnym melancholii, jakby mówiła do siebie, a nie do zgromadzonych) Widzę… widzę smocze jaja, perły nadziei w mroku nadchodzącej burzy. Lecz te perły są skalane. Młode dotknięte cieniem, zanim jeszcze ujrzały światło.

(Zaciska dłonie, jakby walcząc z bólem) Mojry, tkaczki losu, uległy podszeptom Pana Burz. Zawarły pakt. Za obietnicę potęgi, za ułudę władzy, splamiły to, co miało być czyste. Jaja, symbole nowego początku, stały się narzędziami w ich splamionych dłoniach.

(Jej wzrok błądzi po twarzach bohaterów, zatrzymując się na każdym z nich na dłuższą chwilę) Widzę… przyspieszony czas. Czas, który płynie nienaturalnie, popędzany mroczną magią. Smoki, zrodzone z tych skażonych jaj, rosną w siłę, lecz ich wzrost jest przekleństwem. Rosną, ale nie dorastają. To nie majestat wieku, lecz wynaturzenie. Stają się marionetkami, marionetkami w rękach tych, którzy igrają z losem.

(Jej głos staje się cichszy, prawie szeptem) Jest jednak iskra. Maleńka, drżąca, lecz wciąż płonąca. Nadzieja. Słyszę jej ciche wołanie pośród zgiełku burzy. Klątwa może zostać odwrócona z tej samej dłoni, która ją zrodziła. Mojry, które zaplotły nić przeznaczenia, mogą ją również rozplątać. Lecz co chcą w zamian?