Wizja przeszłości doświadczona przez Arevona, ukazująca rzeź Gyganów dokonaną przez Estora Arkelandera

Treść

Migoczące światło latarni rzuca długie, tańczące cienie na ciasne pomieszczenia dolnych pokładów Ultrosa. Arevon, rzucasz się i obracasz w koi, nie mogąc pogrążyć się w medytacji. Okręt skrzypi i jęczy, a nieustanny plusk morza o kadłub działa ci na nerwy. Wtedy czujesz wibracje. Oko. Artefakt podarowany przez Damona przebudził się. Kiedy go wyciągasz, zaczyna unosić się przed tobą.

Nagle znane odgłosy cichną, zastąpione dźwiękami tętniącego życiem obozu wojennego – rżeniem koni, szmerem mężczyzn przygotowujących się do bitwy. Patrzysz oczami dowódcy tego obozu. Nie… Nie tyle patrzysz, co w tym momencie jesteś nim. Przed tobą góruje olbrzymi brązowy posąg, mijasz go i wkraczasz do namiotu.

Wewnątrz twojego namiotu wojennego gromadzisz się z Damonem i twoimi najbardziej zaufanymi porucznikami. Studiujesz mapy rozłożone na stole, wodząc palcem po konturach fortyfikacji Gyganów. „Mój brat Telamok wysłał mnie tutaj, abym zabezpieczył tereny nadające się do uprawy. Ta forteca stoi na drodze naszej chwalebnej przyszłości. Musimy zabezpieczyć przeprawę przez rzekę. Tak, ich katapulty są potężne”, przyznajesz, „Ale ich obrona nie jest nie do zdobycia”.

„Proponuję frontalny atak”, mówisz z przekonaniem. „Arkyrania i ja poprowadzimy szarżę, a nasza armia podąży za nami.”

Damon, zawsze ostrożny, kręci głową. „Estorze, z całym szacunkiem, ale katapulty i balisty Gyganów są zbyt dużym zagrożeniem. Mogą zdziesiątkować nasze szeregi, zanim zbliżymy się do murów, a jeden smok nie zdobędzie tych umocnień.”

Marszczysz brwi. „Więc co proponujesz? Ukryć się w krzakach i czekać, aż mój brat przyśle posiłki?”

„Nie”, odpowiada Damon spokojnie. „Zdobyliśmy posąg Sydona. Jest pusty w środku Możemy go użyć, wystarczy tylko dokonać kilku przeróbek. Ukryjemy w środku odział, a oni wciągną nas do twierdzy. Pod osłoną nocy odział dokona sabotażu katapult. Rano postawimy im ultimatum. Z niesprawnymi machinami, będą musieli się poddać.”

Milczysz przez chwilę, rozważając jego słowa. Pomysł z posągiem wydaje ci się… trochę tchórzliwy. Ale Damon ma rację – frontalny atak to spore ryzyko. Przypominają ci się słowa Telamoka, który naciskał abyś słuchał rad jego najbliższego przyjaciela.

„Dobrze”, mówisz w końcu. „Niech będzie po twojemu. Ale, ja sam też ukryję się w posągu.”

Damon skinął głową, zadowolony, że udało mu się przekonać cię do rozsądniejszego planu.

Gyganie patrzą na dar z mieszaniną ciekawości i nieufności. Ich przywódca, potężny brutal o imieniu Photios, wydaje rozkazy w swoim gardłowym języku. Damon, zawsze dyplomata, uspokaja ich obawy obietnicami pokoju i dobrej woli. Obserwujesz szaradę z ledwo skrywaną pogardą.

Bramy skrzypią otwierając się, a posąg wjeżdża na kołach w samo serce twierdzy. Stoisz w pustym brzuchu posągu, twoje zmysły są czujne, gdy dzień powoli przechodzi w noc. W końcu, pod osłoną ciemności, wychodzisz.

Katapulty wyłaniają się przed tobą, ich masywne ramiona rzucają długie cienie w świetle księżyca. Dajesz znak swoim towarzyszom, aby rozpoczęli pracę, sabotując machiny z łatwością.

„Niedługa zacznie się zabawa.”, myślisz sobie, ogarnia cię ponura satysfakcja.

Patrol Gyganów skręca za róg, a ich szorstkie głosy rozbrzmiewają w nocy. Wtapiasz się w cienie, wstrzymując oddech, gdy maszerują obok, nieświadomi twojej obecności.

Z powrotem w posągu czekasz, a napięcie rośnie z każdą chwilą. Następnego ranka, słyszysz panikę w fortecy. Damon już pewnie wie, że nie do końca posłuchałeś jego rad. Wydałeś dodatkowe rozkazy. Nie ma tu miejsca na dyplomacje. Z unieszkodliwionymi katapultami i balistami nic nie zatrzyma twojej armii i smoczycy. Rozpoczął się szturm na mury, a Arkyrania osłania żołnierzy. W końcu z ekscytacją wypadasz z wnętrza statuy. Przerażenie na twarzy młodej gyganki, modlącej się o ratunek do Sydona dodaje ci sił. Odcinasz jej głowę jednym szybkim cięciem i rzucasz się na plecy obrońców murów.

Twoje ostrze wystarczająco długo czekało na krew. Powietrze wypełnia się brzękiem stali i krzykami umierających. Wkraczasz do walki, a każdy twój cios zadaje śmierć.

W końcu wrogowie zdali sobie sprawę z ich beznadziejnej sytuacji. Rzucili broń i poddali się. Stajesz przed rannym, rozbrojonym Photiosem aby przyjąć jego kapitulacje. Ale… Nie. To nie wystarczy. Brutalnym cięciem pozbawiasz go głowy. Szybko wykrzykujesz rozkazy. Wszyscy muszą zginąć. Zwłaszcza kobiety i dzieci. Trzeba zniszczyć ich przyszłość.

Arkyrania, ląduje pośród rzezi, a jej ryk protestu rozbrzmiewa po fortecy. Błaga cię o powściągliwość, o zatrzymanie rzezi. W pewnym momencie widzisz jej zawahanie, ale wiesz, że nie jest w stanie cię skrzywdzić. Odlatuje ze skulonym ogonem. Zawsze była słaba. Wkrótce i tak smoczyca nie będzie ci do niczego potrzebna. Statek jest już gotowy, brakuje tylko masztu.

Wizja się kończy, a ty wracasz do koi, skrzypienie statku i plusk fal są wyraźnym kontrastem dla chaosu bitwy. Siadasz zlany zimnym potem, nadal wyraźnie pamiętasz masakrę dokonaną przez Estora.

Nagle orientujesz się, że nie jesteś sam w kajucie. Słyszysz głos Estora: “Ah, to były wspaniałe czasy…”