Wizja przeszłości doświadczona przez Arevona, ukazująca historię smoczycy Hexii, jej jeźdźca Ochosa Arkelandera oraz niedokończonego miecza Titansbane
Treść
Pieśń i Cisza
Świat się rozpływa. Znajome drewno Ultrosa, zapach morskiej soli, łagodne kołysanie fal – wszystko to znika w cichej, gwiezdnej pustce. Twój artefakt wibruje na skórze, niskim pomrukiem, który rezonuje głęboko w twoich kościach. Nie jesteś już Arevonem. Twoja świadomość została przelana do nowego naczynia, ogromnego i potężnego. Czujesz słońce nie na skórze, lecz na łuskach szmaragdu i jadeitu. Czujesz siłę olbrzymich, splecionych mięśni i skórzastą połać skrzydeł spoczywających u twego boku. Jesteś na zalanym słońcem górskim szczycie, wysoko ponad chmurami. Jesteś Hexią.
I nie jesteś sama.
Opierając się o ciepły łuk twojej szyi, siedzi mężczyzna. Ochos Arkelander. Nie znasz jego imienia umysłem, lecz duszą. Jego ciężar jest znajomym pocieszeniem, jego dłoń w rękawicy spoczywa delikatnie na jednym z kolców twojego karku. On nuci.
Dźwięk jest cichy i melodyjny, to melodia, jakiej nigdy wcześniej nie słyszałaś. Opowiada o zielonych wzgórzach pod innym niebem, o starożytnych królach i zapomnianych smutkach. To pieśń ze Starego Świata, a melodia napełnia cię głębokim poczuciem spokoju i dziwną, słodką melancholią. To jego pieśń. Gdy ją nuci, ciągły pomruk wściekłości i drapieżnego instynktu w tobie cichnie.
On porusza się, a ty obracasz swą masywną głowę, by spojrzeć na niego jednym, zwężonym, złotym okiem. Coś trzyma. Ostrze, ułożone na jego kolanach. Nie przypomina żadnego ostrza, jakie kiedykolwiek widziałaś. Metal jest ciemny, jak fragment nocnego nieba, i zdaje się pochłaniać światło słoneczne, zamiast je odbijać. Wydaje się… uśpiony. Śpiący bóg zniszczenia.
(Głos Ochosa jest wspomnieniem, ciepłym i pełnym przekonania) „Versi Pierwsza widziała nadchodzącą ciemność, Hexio. Poszła do Talieusa, Mistrza Rzemiosła, jeszcze przed Zdradą. Błagała go, by wykuł broń, która mogłaby nie tylko złamać ciało boga, ale unicestwić samą jego duszę.”
Przesuwa dłonią po płaskiej stronie głowni. Czujesz drżenie ogromnej, surowej mocy bijącej od broni, potencjał, od którego łuski na twojej szyi stają dęba.
(Głos Ochosa kontunuuje) „Hergeron próbował nim władać przeciwko Sydonowi, ale nie był jeszcze ukończony. Zranił Pana Burz, owszem, ale nie zdołał oddzielić jego duszy od tego świata. To nie wystarczyło.” Spogląda na ciebie, a jego oczy płoną desperacką nadzieją, którą czujesz jako własną. „Ale teraz… my go mamy. Nie możemy go dokończyć, nie bez boskiego kowala. Ale być może, tylko być może… jego moc wystarczy. W ten sposób ich ocalimy, Hexio. Tak to zakończymy. Razem.”
Opiera się o ciebie i znów zaczyna nucić swoją pieśń. W tej chwili, pod ciepłym słońcem, z jego pieśnią w powietrzu i obietnicą Titansbane w waszym wspólnym uścisku, wierzysz mu. Czujesz iskrę emocji, której nie potrafisz nazwać. Czuje się jak nadzieja.
Wizja gwałtownie się zmienia. Słońce zniknęło.
Pikujesz w dół przez sam środek huraganu. Deszcz, gęsty i zimny jak solanka, kłuje cię w oczy. Błyskawice, nie z nieba, lecz z samego morza, rozrywają kłębiące się wokół ciebie chmury. Ogłuszający ryk, który słyszysz, to nie grzmot — to śmiech Sydona.
Jest przed tobą, góra wściekłości nosząca twarz boga, jego obsydianowa glewia rozcina samo powietrze. Ochos jest na twoich plecach, krzyczy bojowy okrzyk, który natychmiast zostaje pochłonięty przez burzę. Czujesz znajomy ciężar Titansbane w jego uścisku, gdy nurkujecie.
On uderza.
Przez jedną, cichą chwilę burza wstrzymuje oddech. Ciemne ostrze trafia w pierś Tytana. Następuje błysk światła, które nie jest światłem, lecz czystą, unicestwiającą pustką. Czujesz falę uderzeniową agonii od Sydona, wrzask bólu, który jest zarówno psychiczny, jak i boski. Czujesz przypływ triumfu—
—a potem go nie ma. Rana na piersi Sydona tli się czarną energią, ale zamyka się. Dusza… trzyma się. Miecz nie wystarczył. Zawiódł.
Trzy oczy Sydona skupiają się na Ochosie. Wściekłość w nich jest absolutna. Zanim Ochos zdąży uderzyć ponownie, zanim ty zdążysz choćby skręcić, piorun czystej, boskiej mocy – czarny i trzaskający pierwotną energią – wybucha z morza i uderza w twojego jeźdźca.
Czujesz to wszystko. Palący żar. Zapach ozonu oraz palonej skóry i ciała. Nagłą, niemożliwą lekkość na twoich plecach, tam, gdzie kiedyś był jego ciężar. Czujesz, jak jego uścisk na wodzach znika. Widzisz, przez przerażającą chwilę, jego zwęgloną postać spadającą w czarne, wzburzone fale poniżej.
A potem… cisza.
Nucenie w twej duszy ucichło. Świat jest krzyczącą pustką wiatru i deszczu, ale jedyne, co czujesz, to miażdżąca, absolutna cisza w miejscu, gdzie kiedyś była jego pieśń. Cichy krzyk wyrywa się z twojego gardła, dźwięk czystej agonii, którego żaden śmiertelnik nigdy nie usłyszy.
Wizja zmienia się po raz ostatni. Burza jest wspomnieniem.
Jesteś w ciemnej, wilgotnej jaskini, głęboko w dżungli. Jesteś ranna, twoje ciało boli, ale ból jest tępym echem w porównaniu z ziejącą raną w twej duszy. Przed tobą, spoczywający na posłaniu z mchu i zebranych jedwabi, leży Titansbane. Przyniosłaś go tutaj. To wszystko, co ci po nim zostało.
Teraz rozumiesz. Miecz jest niedokończony. Arcydzieło zapomnianej epoki, ale niekompletne. Potrzebuje dotyku boskiego kowala, istoty o boskim rzemiośle, aby obudzić jego prawdziwe przeznaczenie – by wykuć ostatnie nuty jego pieśni. Ale nie ma już takich bogów, którzy by się na to odważyli.
Ogarnia cię głęboka, zimna pewność. To ostrze nie jest bronią nadziei. To nagrobek. Pomnik złamanej obietnicy. Będziesz go strzegła. Nie pozwolisz, by dotknął go żaden inny śmiertelnik, by zawiódł tak, jak on zawiódł. Będziesz go chronić aż do końca wszechrzeczy.
Zwijasz swoje masywne ciało wokół skarbu, który zaczęłaś gromadzić, ale twoje oczy utkwione są w mieczu. Otwierasz pysk i wydobywa się z niego dźwięk – złamana, żałobna nuta. Próbujesz nucić. Próbujesz przypomnieć sobie jego pieśń.
But wspomnienie zanika, zastąpione przez ciszę i ból. Musisz usłyszeć ją znowu. Musisz usłyszeć ją znowu. Znajdziesz innych, artystów, bardów… każdego, kto mógłby nosić w sobie fragment tej muzyki ze Starego Świata. Zmusisz ich, by śpiewali dla ciebie, wciąż i wciąż, goniąc za duchem melodii, która jest jedynym, co po nim zostało.
Wizja zanika, pozostawiając cię z mrożącym echem smoczego żalu.