Thylea była jedną ze Starych Bogów – starożytną istotą, gdy świat był jeszcze młody. Łagodna i hojna, narodziła się w czasie wojny i chaosu trawiącego jej rodzaj. Odmawiając udziału w sporach, całe życie spędziła w kontemplacyjnej ciszy, nie wypowiadając ani słowa.

Jednak mimo milczenia, posiadała potężną determinację, którą inni bogowie wyczuwali i szanowali. Nawet Kentimane Stu Ręki – najbrutalniejszy i najbardziej wojowniczy z nich – był zdumiony jej cichą siłą. Tylko ona mogła stłumić jego wściekłość swym uspokajającym duchem.

W końcu Thylea miała dość niekończących się walk i konfliktów. Odizolowała się od innych bogów, szukając wytchnienia na najdalszych krańcach oceanu. Kentimane – teraz jej kochanek i obrońca – podążył za nią, odwracając się od wojny i przemocy, by kroczyć ścieżką spokoju u boku Thylei.

Przez jakiś czas para była szczęśliwa w samotności. Lecz Thylea wciąż odczuwała ból i cierpienie świata, niczym miliony strzał przeszywających jej łagodną duszę. Z czasem jej radość ustąpiła miejsca rozpaczy. Nie mogąc dłużej tego znieść, Thylea utopiła się w oceanie.

Jednak jej śmierć nie była poddaniem się… była chwalebną ofiarą. Ciało Thylei rozpadło się; jej głowa i tułów wypłynęły na powierzchnię, tworząc łańcuch dziewiczych wysp. Jej serce wyskoczyło z piersi i przekształciło się w wielkie drzewo (Drzewo Serca) wyrastające ze środka kontynentu, który zrodziła. Jej kończyny opadły na dno morza, rozciągając się i skręcając w potężne korzenie, które połączyły każdą wyspę, pielęgnując bujną roślinność i łagodne zwierzęta, które pojawiły się na ich powierzchni.

Smutek Kentimane’a po stracie ukochanej był przeogromny. Bez Thylei, która łagodziła jego gniew, po raz kolejny uległ swym gwałtownym emocjom. Wykrzykując swą wściekłość do niebios, miotał się i szalał w oceanach wokół ciała ukochanej, wywołując straszliwe burze i fale, które groziły zniszczeniem nowonarodzonych wysp.

Lecz nawet po śmierci Thylei, część jej ducha pozostała w wielkim Drzewie Serca pośrodku wysp. Wyciągnęła rękę – milcząca jak zawsze – i dotknęła umysłu oszalałego męża, kojąc jego udręczoną duszę delikatnym dotykiem. Wyczuwając jej obecność, sturęki gigant przekształcił swój smutek w nowy cel. Związał się uroczystą przysięgą z tym, co pozostało po ukochanej, i stał się opiekunem i obrońcą wysp, podejmując wieczną straż w wodach wokół ich nietkniętych brzegów.

Karmione hojnym duchem Thylei – i chronione przez Kentimane’a przed złem świata zewnętrznego – życie na tym Zapomnianym Lądzie rozkwitło w doskonały, dziewiczy raj. I w końcu bogini, która nigdy nie przemówiła, zaznała spokoju.